Apple wytarło podłogę konkurencją, tylko Wy tego nie rozumiecie!

Skoro już udało mi się zdobyć Waszą uwagę przyznaję się - oczywiście się nabijam.

Nie zamierzam ukrywać tego, że Apple mnie zaskoczyło, i to porządnie. Byłem absolutnie przygotowany na nadchodzący festiwal hipokryzji w rytmie słów „to wcale nie tak, że cztery cale idealną przekątną są” i innych ciekawostek, które wybiłyby oręż w postaci od lat utrwalanych frazesów z rąk dzielnych wojowników marki. I tak opuszczając jednak Cafe Cocofil, gdzie odbywało się wrocławskie wspólne oglądanie prezentacji Apple, wychodziłem oniemiały. Tak jakby to co widziałem było żartem i autoironiczną przystawką do prawdziwego keynote’a, który nigdy się nie odbędzie.

Zacznijmy od początku — Apple nie streamuje swoich prezentacji poza swój ekosystem, co osobiście odbieram jako cwane zagranie marketingowe i jestem w stanie je całkowicie zrozumieć. Zresztą, patrząc na udziały rynkowe „iSprzętu” i „MacSprzętu” możemy nieśmiało wysnuć teorię, że w pewien sposób pozwala to zapanować nad serwerami. Jednak nie pomogło to tym razem - chyba prościej było dzięki usługom Apple oglądać ostatnio wdzięki Jennifer Lawrance niż najważniejszą konferencję firmy w tym roku. Przez cały czas trwania prezentacji mieliśmy do czynienia z techniczną katastrofą począwszy od opóźnień, przycięć, orientalnie brzmiącej pani lektor, po powtarzanie tych samych scen na rozjechanym audio kończąc. Proponuję by od dziś keynote’y Apple’a lądowały na SlideShare.

Przysłuchując się urywkom prezentacji i czytając liveblog The Verge można było poskładać mglisty, ale wystarczający obraz tego co się właśnie dzieje w Cupertino. A obraz ten nie jest za ciekawy.

Przede wszystkim przez pierwsze 30 minut firma do znudzenia przybijała pieczątkę LEGIT pod każdym przeciekiem, jaki się pojawił przez ostatnie pół roku. Apple nie umie trzymać swoich tajemnic za zamkniętymi drzwiami. Machina spuchła na tyle, że ilość przecieków zatrważa, a ś.p. Jobsa przyprawiła by o termonuklearną gorączkę. Firma ewidentnie ma problem z azjatyckim outsourcem — zakładam w ciemno, że Apple Watch podobnie jak Mac Pro są składane w USA, przez co łatwiej zapanować nad wyciekami.

Retina Ultra HD+ Display (a ja się śmiałem z nazw Samsunga :/ )

Skoro już dłonie sadowników oficjalnie urosły, dostali oni również możliwość (którą do tej pory solidarnie gardzili) wyboru wielkości smartfona. Okazuje się, że nie tylko „idealna” przekątna nie mierzy już wcale czterech cali, ale nawet istnieją takie dwie! No i byłbym zapomniał — ekrany w iPhone’ach od czwartej generacji nazywały się Retina Display, gdyż gęstość pikseli wynosiła w nich 326 PPI. W iPhone 6 mamy ekran Retina Display HD, w którym gęstość pikseli wynosi… 326 PPI.

Zobacz również: Techgadka: rozczarowania 2014 roku

Kiedy zorientowaliśmy się, że tempo prezentowania nowego iPhone’a jest zdecydowanie za szybkie i mocno odstaje od tego, do czego przyzwyczaiło nas Cupertino, wszystko zaczęło układać się w logiczną całość, chociaż sam do końca nie chciałem w to uwierzyć. Apple pokazało zegarek.

I w sumie nie ważne co dalej, nie ważne czym jest, czym nie jest, ani jak długo pracował nad nim Jony Ive zamknięty na trzy spusty w legendarnym białym pokoju. Znaczenie tego wszystkiego blednie, gdy zrozumiemy pewien podstawowy fakt - rynek wymagał zegarka i Apple go zrobiło. Rynek wymagał większego smartfona. I Apple go zrobiło, a nawet dwa i to w różnych rozmiarach jednocześnie, przełamując swoją politykę, którą pielęgnowało przez ostatnie siedem lat.

A co z samym Apple Watchem? Przyznam — od strony wzornictwa, wykonania i podejścia do samego wearable jako faktycznie części garderoby, broni się on rewelacyjnie. Jest stylowy, jest elegancki, możliwość wymiany pasków to świetna cecha, ale firma spełniła tylko minimalne wymaganie jakie stawiamy przed ich produktem.

Ale im dalej w las tym więcej drzew — funkcjonalność tego urządzenia to uzależniona od iPhone’a śmieciowa mozaika. Popatrzcie na aplikację do zdjęć, którą dzisiaj tak nagminnie pokazywano podczas prezentacji. Do tego kapitalne zwieńczenie festiwalu hipokryzji, jakim było początkowe wyśmianie sterowania dotykiem w smartwatchach konkurencji, tylko po to, by kilka minut później miziać paluchem po mapie na nowej kalifornijskiej błyskotce. Rysunki, emotki i inne bajery to szukanie zastosowań na siłę, co było przez lata domeną konkurencji, nie Apple. To nie jest zegarek, na jaki Apple stać. To nie jest produkt, jaki Apple powinno stworzyć.

Szukam w pamięci urządzenia, które było równie bez sensu i na siłę wypchnięte co dzisiejszy zegarek i stwierdzam, że nawet Newton był bardziej przełomowy i miał więcej powodów by zaistnieć.

Pamiętam prezentację iPhone’a i legendarne trzy urządzenia, które składały się na smartfona z Cupertino. Przypominacie sobie?

An iPod. A Phone. And an Internet Communicator.

Trzy składowe, opancerzone świeżą i świetnie zastosowaną na tamten moment technologią. A co mamy gdy popatrzymy na Watch?

A watch. A notification hub. A fitness tracker. A sport companion. An elegant wearable. A communicator. A payment device…

…i wiele, wiele innych na czele z tak zbędnymi, jak wspomniane wcześniej przeglądanie zdjęć. Opancerzone świeżymi rozwiązaniami (digital crown) i świetnym designem, ale wciąż z histerycznie zdefragmentaryzowaną funkcjonalnością. Apple Watch jest zbyt krzykliwy technologicznie by być prawdziwie eleganckim zegarkiem i zbyt dobrze wykonany i zaprojektowany by być zwykłym smartwatchem. Peany niektórych publicystów i blogerów nad nim przypominają mi zachwyt jeża w gaciach — w końcu udało im się przewidzieć, że będzie zegarek Apple’a i będzie lepszy od konkurencji. Z tym, że dalej jest co najwyżej mierny — to też warto przyznać.

Nie mogę uwierzyć, że trzy miesiące temu byliśmy świadkami tak dobrej i świeżej konferencji jaką było WWDC 2014, a dziś zniesmaczony oglądałem pokaz slajdów przewlekany jękiem zawodu. I to prawda, że w tym tekście skupiłem się tylko na negatywnych cechach prezentacji i nowych produktów, ale nie widzę sensu w próbach „zmiękczania” poprzez powtarzania zachwytów nad jeszcze lepszym slow-motion w aparacie. Na zalety przyjdzie czas, jak przyjrzymy co nowe urządzenia mają w środku.

Po tym wszystkim struktura Apple w 2014 wydaje się wyglądać tak:

  • Dział OS X — robi robotę.
  • Dział iOS — robi robotę.
  • Dział MacSprzętów — robi robotę.
  • Dział iSprzętów — robi robotę.
  • Dział nowych technologii — bierze grzyby.
  • Dział wzornictwa — kryzys wieku średniego.
  • Dział bezpieczeństwa — ma wolne.
Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Apple:

Pierwszy iPhone, czyli "telefon bez klawiatury, którego nikt nie zechce" Apple Watch: to samo, ale lepiej. Pod każdym względem Vainglory - zaprezentowana na konferencji Apple’a gra wykorzysta technologię Metal Apple Watch oficjalnie. Wreszcie doczekaliśmy się zegarka Apple Nowa porcja filmów i zdjęć z włączonym iPhone'em 6. Smartfon dostanie dodatkowy wiersz ikon Czy tak będzie wyglądał iWatch? Premiera Bioshock w App Store. Jest drogo i nie każdy zagra! Stronghold 3 za darmo po 2 miesiącach od premiery! Icebreaker: A Viking Voyage za darmo w App Store! Promocja na Alien Shootera w App Store Chwilowa promocja na Audiko Ringtones PRO, warto skorzystać jeżeli chcesz darmowe dzwonki na iPhone’a! EPOCH 2 za darmo w App Store Dobroczynny wpływ App Store na życie Europejczyków Dwie ciekawe promocje z App Store Premiera Bioshock w App Store coraz bliżej! Duża obniżka cen gier z serii Anomaly w App Store Table Tennis Touch o połowę tańszy w App Store Pou do pobrania za darmo z App Store! Ulotka z datą premiery i cenami iPhone 6? Płatna wersja VLC Streamera do pobrania za darmo z App Store! Z MyBrushes Pro możesz rysować na iPadzie jak profesjonalista Paper Camera zupełnie za darmo z App Store! Skorzystaj z promocji i zagraj w Jengę na iPadzie Piracka promocja na Assassin's Creed w App Store. Bierzcie póki jest za darmo!