Huawei Ascend P1 LTE - źle nie jest, ale do ideału też brakuje [test]

Huawei Ascend P1 LTE (fot. Marcin Warwaszyński)

Huawei Ascend P1 LTE (fot. Marcin Warwaszyński)

Gdy dowiedziałem się, że jedzie do mnie kurier z Huaweiem, byłem pewien obaw, pomimo że przypięto mi łatkę specjalisty od testowania low-endów i mid-range'ów. Mateusz powiedział, że jest nieźle… jak na Huaweia. Przypomniałem sobie dziewczyny na mojej uczelni (jest nieźle… jak na politechnikę…) i uznałem, że to marne pocieszenie. Myliłem się jednak.

Huawei Ascend P1 LTE to, jak sama nazwa wskazuje, wzbogacona o obsługę sieci 4G wersja znanego, ale rzadko widywanego w Polsce modelu chińskiego producenta. Dziś zaliczany jest on do kategorii mid-range, a jego serce to ten sam procesor, który znajduje się w Galaxy Nexusie. Byłem sceptycznie nastawiony tego telefonu, tymczasem okazał się on lepszy od wielu koreańczyków, tajwańczyków czy japończyków, co zmusiło mnie do zaskakującej konkluzji.

Może pamiętacie moje pierwsze wrażenia z początkowych dni testów P1 LTE. Tryskający z nich entuzjazm po dwóch tygodniach nie wygasł — nadal jestem pod wrażeniem tego, co przygotował Huawei. Akcesoria, jak pisałem swego czasu, to pod względem wizualnym i stylistycznym kopia białego osprzętu Apple'a. Cechują się jednak dobrą jakością wykonania. Chociaż słuchawki, które są łudząco podobne do tych, które dostajemy (teraz już tylko) z iPodem shuffle, grają sporo ciszej od swoich ogrodniczych odpowiedników.

Huawei, akcesoria (fot. Marcin Warwaszyński)

Po okresie testów wykonanie smartfona mogę określić jako dobre. Nie mam żadnych zastrzeżeń do spasowania elementów, choć jakość użytych materiałów nie jest zachwycająca. Z tyłu znajduje się klapka z gumowanego plastiku, ale ekran wydaje się "plastikowy". Jedynym elementem, który może mieć coś wspólnego z metalem, jest obramowanie obiektu — to mało. Jak wspomniałem w pierwszych wrażeniach, Ascend P1 LTE mocno przypomina model HTC One S. Nie jest aż tak podobny, żeby nazwać go ładnym, ale też skłamałbym, mówiąc, że chińczyk jest smartfonem brzydkim.

Huawei Ascend P1 LTE, tył (fot. Marcin Warwaszyński)

To już nie te lata

P1 LTE może się pochwalić się całkiem niezłym panelem Super AMOLED o rozdzielczości qHD (540 x 960 px). Pewnych rzeczy nie da się jednak przemilczeć. To AMOLED, co oznacza: jaskrawe i nasycone kolory, naprawdę niezłą widoczność w słońcu, głęboką czerń, ale też słabą biel czy matrycę PetTile. Ten negatywny efekt jest w P1 LTE bardzo widoczny. Poszarpane krawędzie czcionek można dostrzec bez zbytniego wpatrywania się w ekran. Do responsywności i precyzji nie mam żadnych zastrzeżeń.

Huawei Ascend P1 LTE, ekran (fot. Marcin Warwaszyński)

Zobacz również: Appshaker 2 #5 - gry i aplikacje na Androida

Stary Android w bieliźnie

System zainstalowany w P1 LTE to niemal czysty Ice Cream Sandwich 4.0.4. Producent ograniczył się jedynie do drobnych zmian w części wizualnej oprogramowania (własne tapety, skórki do launchera) oraz wprowadzenia swojej klawiatury, która w połączeniu z polskim słownikiem niestety częściej powoduje frustrację, niż ułatwia życie. Do działania samego software'u nie mam większych uwag. Na tych podzespołach Android śmiga naprawdę płynnie, a spowolnienia zdarzają się rzadko. Martwi mnie jedynie pewna nonszalancja przy tłumaczeniu niektórych elementów systemu na język polski — jeden z filtrów w aparacie nosi przykładowo dumną nazwę "Wielka Morda".

P1 LTE, ekran główny (fot. własne)

Ze wszczepionym rozrusznikiem serca

Sercem P1 LTE jest dwurdzeniowy TI OMAP o taktowaniu 1,5 GHz (ten sam co w Galaxy Nexusie), oparty na rdzeniach Cortex A-9. Na brak mocy narzekać nie można, ale odbija się to na ilości pobranej energii i wydzielanym cieple.

Huawei Ascend P1 LTE – chińczyk z LTE [pierwsze wrażenia]

P1 LTE w Linpacku pokazywał nawet do 180 MFLOPS-ów. To bardzo dużo, więcej niż wyciskają Nexus 7 i HTC One X. Czy to oznacza, że Android na tym urządzeniu jest tak dobrze zoptymalizowany? Nie, ale pokazuje, że nie przeszkadza on w mnożeniu macierzy zmiennoprzecinkowo ;)

Zapas mocy jest odczuwalny w codziennym użytkowaniu — bez problemu zagrałem w hit tej wiosny, Real Racing 3. Może oprawa graficzna to nie poziom iPada 3 czy 3.5, ale P1 LTE dzielnie sobie z grą radził. Nagrzewał się przy tym niemiłosiernie i drenował baterię, ale grać się dało.

P1 LTE, linpack (fot. własne)

Na smartfonie uruchomiłem również 3DMark — The Gamers Benchmark przygotowane przez FutureMark Oy. Jakość grafiki generowanej (płynnie!) w tym teście była powalająca, prawie jak temperatura smartfona po jego ukończeniu. Huawei uzyskał w nim 6659 pkt, utrzymując od 25 do 45 FPS-ów podczas wyświetlania animacji. Duża w tym zasługa rozdzielczości ekranu, która dzisiaj już nie porywa. W Quadrancie Ascend P1 popisał się wynikiem 5100, jeszcze raz spychając na dalszą lokatę HTC One X.

P1 LTE, 3DMark (fot. własne)

Na Hondzie CBR mknie przez świat

Największą nowością w wersji LTE, jak sama nazwa wskazuje, jest obsługa sieci 4G. To było moje pierwsze spotkanie z tą technologią i byłem bardzo ciekaw, jak wypadną testy. Zaopatrzyłem się w zestaw startowy zielonego operatora i ruszyłem w miasto na testy.

P1 LTE, SpeedTest (fot. własne)

Według mapy Wrocław jest naprawdę nieźle pokryty siecią LTE. Jest w tym trochę prawdy, choć mitycznych 100 Mbit/s nigdy nie zobaczyłem w Speedteście. Dwa razy udało mi się osiągnąć ok. 90 Mb/s, co jest oczywiście wynikiem świetnym. Zazwyczaj jednak wyniki utrzymywały się w granicach 20–50 Mb/s. Naprawdę nieźle. Poza tym 4G zapewnia naprawdę duży komfort korzystania z sieci w smartfonie. Strony wczytują się błyskawicznie, a upload nawet ciężkich filmików Full HD na Dropboksa trwa kilkanaście sekund. Po tygodniu z Ascendem P1 LTE powrót do HSDPA w moim prywatnym Desire X był jak zjazd z autostrady.

Huawei Ascend P1 LTE, aparat (fot. Marcin Warwaszyński)

Wizyta u okulisty, bo wzrok nie ten sam

Aparat to jeden ze słabszych elementów Ascenda P1. 8 Mpix nie ratuje sytuacji — zdjęcia zrobione w trybie automatycznym są często za zimne (szczególnie, gdy wykonuje się je w cieniu), a do tego tracą mnóstwo detali poza centralną częścią. Tryb makro spisywałby się naprawdę dobrze, gdyby tylko ostrzył punkt, który się mu wskazuje (a nie obok). Instagramowicze z aparatu w P1 LTE nie byliby zadowoleni.

Smartfon nagrywa wideo w rozdzielczości 1080p. Niestety, detale nie są najlepiej oddane. We znaki daje się również gubienie klatek, materiał przeskakuje, a mikrofon słabo zbiera dźwięk, który na filmie wydaje się dodatkowo stłumiony. 30-sekundowe nagranie w 1080p zajmuje ok. 70 MB — jak na taką objętość jakość jest rozczarowująca.

Huawei Ascend P1 LTE – chińczyk z LTE [pierwsze wrażenia]

Podczas testów nie uskarżałem się na żaden z modułów łączności — GPS ze wsparciem w postaci LTE działał naprawdę szybko. Jakości rozmów nie mam nic do zarzucenia, chociaż skłamałbym, mówiąc, że jest rewelacyjna.

Android na LTE długo nie pociągnie

Mogłoby się wydawać, że bateria o pojemności 1800 mAh przy "tylko" dwurdzeniowym procesorze i ekranie o "zaledwie" 4,3-calowej przekątnej wystarczy na długo. Jednak rdzenie ARM Cortex A-9, na których oparty jest TI OMAP 4460, są jak małe elektrociepłownie. Dopóki korzysta się z telefonu umiarkowanie, jest szansa na półtorej doby działania. Jeżeli jednak ktoś zaprzęgnie do roboty 4G, pogra w Real Racing 3 czy na przykład będzie korzystał z Messengera, bateria będzie niknąć w oczach. Energia wyparuje po dniu.

Huawei Ascend P1 LTE (fot. Marcin Warwaszyński)

Niezły sprzęt, ale nie ma szans na zdobycie popularności

Huawei Ascend P1 LTE miał światową premierę w październiku 2012 roku, w Polsce jest dostępny od kwietnia. To niezły sprzęt, ale nie ma nic, co by go wyróżniało. To raczej zlepek średnich, a czasem dobrych rozwiązań, które sprawdziły się w innych smartfonach. Fakt — LTE jest świetne, ale ani ten telefon, ani operator nie pozwalają na wykorzystanie nawet ułamka potencjału tej technologii.

Poza tym widzę pewną niekonsekwencję: akcesoria są wykonane świetnie, a smartfon tylko nieźle; jest ekran o niezłym PPI, ale z przestarzałym układem pikseli PenTile. Nie wiem więc, komu mógłbym polecić tę komórkę, skoro na rynku są w każdej klasie lepsze rozwiązania.

Ascend D2 ma ekran lepszy niż HTC One i Xperia Z?

Niezależnie od tego, jak w tym momencie wypada na tle konkurencji Huawei Ascend P1 LTE, nie można być obojętnym na jedną rzecz. Otóż chiński producent coraz śmielej poczyna sobie na światowym rynku i — co widać po ostatnich zapowiedziach — nie zamierza zwalniać tempa. Można więc P1 i P1 LTE potraktować jako zapowiedzi tego, że firma potrafi zrobić coś dobrego. Ascend P2, którego testuje Krzysiek, to model mogący już nawiązać walkę z konkurencją. P6 z kolei ma nawet szansę na spory sukces.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Samsung Galaxy Note 4 - lepszy od najlepszego [test i recenzja] Colorovo CityTab Vision 7i: można zrobić dobry i tani tablet Huawei Ascend Mate 7: wydajność i wyniki benchmarków Huawei Ascend Mate 7: interfejs EMUI Huawei Ascend Mate7: jakość wykonania, ekran i czytnik linii papilarnych Moto 360 - test i recenzja inteligentnego zegarka Motoroli Sony Xperia Z3 Compact: bateria Sony Xperia Z3 Compact - jakość wykonania i ergonomia Nokia Lumia 930 – piękna, potężna i… zniechęcająca [test] LG G3: test i recenzja telefonu Xperia Z3: jakość wykonania i ergonomia Canon Legria Mini X - kamera dla vlogera lub muzyka HTC Desire 816 - średni średniak? [test] Huawei Ascend Mate7 - pierwsze wrażenia Samsung Galaxy K Zoom. Czy smartfon z zoomem x10 może zastąpić aparat kompaktowy? Meizu MX3 - chińskie cacko w Europie [test] CAT B15 – pancerny żelek [test] Porównanie: LG G3 vs Xperia Z2 vs Galaxy S5 vs One M8 Huawei Ascend G700 - między Europą a Azją [test] LG G3: czas pracy baterii [test] LG G3: test aparatu i jakość zdjęć Test Alcatel One Touch Idol Alpha. Za drogi na średniaka, za słaby na flagowca CAT B100 – twardziel, który pozbawia złudzeń [test] Jak działają gry na LG G3?

Popularne w tym tygodniu:

Huawei P9 Lite (2017) to nie jest zły telefon, ale... [Test]